Przepis na przejażdżkę 2.0

Mapa pokonanej trasy – kliknij aby zobaczyć

„Trochę dłużej”

W poniższym tekście przedstawiam kolejną trasę jaką pokonaliśmy w sierpniu po naszym pięknym, nieodkrytym kraju.
Trasę można przejechać w jeden dzień, pod warunkiem, że nie zatrzymujemy się co chwilę na jedzenie, siku lub selfie .
Ja polecam rozłożenie jej na dwa dni, z noclegiem w Olsztynie, który jest mniej więcej półmetkiem wyprawy.


„Nosił koń po błoniach…”

Ze stolicy wywozimy motocykl naszym niezawodnym autem dostawczym.
Mamy coś do załatwienia po drodze i niestety nie możemy jechać bez dostawczaka.
Kierujemy się przez Marki trasą S8 w kierunku Białegostoku.
Trasa w tym kierunku jest obecnie rozbudowywana i nie stanowi dla naszej wyprawy żadnych walorów wizualnych z racji tego, że jest po prostu jednym wielkim placem budowy.
Miejscami mocno się korkuje. Ruch jest wstrzymywany aby pojazdy budowy mogły bez problemu wyjechać na drogę.
Całą złość wywołaną tą sytuacją trochę łagodzi myśl, że już za kilkanaście miesięcy będziemy mieli kolejną piękna trasę, którą przejedziemy szybko i bez utrudnień.
Jedziemy do miasteczka Ostrów Mazowiecka i w tym miejscu zjeżdżamy na drogę 677 w kierunku Łomży.
Ten szlak jest już dosyć malowniczy, a ruch w tym miejscu odbywa się płynnie.
Tuż za granicą województw mazowieckiego i podlaskiego zjeżdżamy na stację paliw, ponieważ nie jedliśmy śniadania.
Hot dogi z sosem tysiąca wysp ze stacji i kawa skutecznie zaspokajają pierwszy głód.
Posileni postanawiamy się rozdzielić.
Czas wystawić Vulcana z dostawczaka. Kilka ciekawskich spojrzeń klientów stacji i motocykl stoi już odpalony i gotowy do jazdy lśniąc w słońcu.
Ruszamy dalej. Jako pierwszy na motocykl wsiadł Sylwester.
Droga jest przyjemna, prowadzi przez pola i lasy, zupełnie jak w baśniach braci Grimm.
W zamian za to jest sporo drzew z dojrzałą czerwoną jarzębiną.
Mijamy sporo motocyklistów.
Oczywiście „lewa w górę” na przywitanie. Oni również nieśpiesznie delektują się widokami i pięknym sierpniowym dniem.
Po drodze można zwiedzić Muzeum Kresów – opcja zdecydowanie dla tych co chcą poświęcić nieco więcej czasu na tę trasę.

„Ażmoł”

Drogą 677 dojeżdżamy do Łomży. Sympatyczne miasteczko położone nad Narwią, w którym co trzecie auto to nauka jazdy. Podobno tu łatwiej zdać. Słynie też z jakiegoś z browaru.
Mijamy je tym razem bez postoju na zakupy czy zwiedzanie.
Jedziemy dale, obierając drogę 645 na Szczytno. Z każdym kilometrem droga wydaje się coraz barwniejsza i ciekawa.
Naszą uwagę przykuwa pomnik z czołgiem T-34 na wzgórzu w miasteczku Nowogród.
Znajduje się po lewej stronie drogi, tuż przed mostem nad Narwią.
Miejsce z bardzo ciekawą historią. Warto się tu zatrzymać i z nią zapoznać, chyba że nie jesteśmy amatorami tej dziedziny nauki.
Na tablicy pomnika umieszczono wiele tłumaczący napis: „Chwała bohaterom poległym w walce z niemieckim faszyzmem”.
Oprócz tego w tym miejscu znajdują się również bunkry z okresu II Wojny Światowej.
Miejsce ma swój klimat. Jadąc dalej drogą 645 napotykamy coraz więcej zakrętów o jakich marzy chyba każdy motocyklista, który nie lubi się nudzić podczas jazdy.
W miejscowości Mszyniec kierujemy się cały czas na Szczytno , jadąc drogą 53.
To fajny szlak prowadzący przez wioski podobne do tych z filmów o polskiej wsi.
Czuć w powietrzu zapach grzybów. Widok to mieszanina lasów iglastych i liściastych.

„Kraina jezior”

Przekraczamy granicę Mazowsza i Mazur. We Wsi Dąbrowy zauważam budynek, w którym zorganizowano targ staroci. Jest ich sporo i wydają się być ciekawymi zbiorami.
Niestety tym razem się tu nie zatrzymam. Trochę żałuję – może kupiłbym coś do salonu albo garażu.
Trasa do Szczytna jest w tym dniu bardzo przyjemna. Pogoda dopisuje i jest spójna z drogą.
Wjeżdżamy do Szczytna.
Mijamy Wyższą Szkołę Policji, z której to miasto jest znane.
Nie spodziewałem się tu tak sporego ruchu. Co chwile trzeba zwalniać i się zatrzymywać.
Jeżeli mały głód da się we znaki to jest możliwość skonsumowania „najlepszej zapiekanki w mieście”.
Jest w czym wybierać. Co najmniej trzy mijane przeze mnie punkty w Szczytnie właśnie tak opisywały swój produkt.
Nie mieliśmy okazji żadnej spróbować, więc ani nie polecę, ani nie odradzę jakiejkolwiek z nich. Toczymy się powoli dalej. Drogą 53 jedziemy na Olsztyn.
Można skrócić sobie trasę i pojechać drogą nr 58 na Olsztynek.
Jest to jednak opcja zdecydowanie mniej ciekawa.
Za to odcinek między Szczytnem a Olsztynem to chyba mój najbardziej ulubiony fragment całej trasy. Asfalt jest równy,a droga niezwykle kręta. Raj dla wszystkich kochających jazdę na kolanie.
Typowo mazurskie klimaty, nieco bardziej odsłonięte przez duże pola i łąki.
Jeżeli nie skupiamy się wyłącznie na drodze możemy dostrzec nieduże jeziorka w pobliżu drogi.
W końcu jesteśmy w krainie z tego znanej. Ze Szczytna do Olsztyna jest niecałe 50 km, z czego ponad połowa to wspomniane zakręty. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy.
Wjeżdżamy do stolicy województwa Warmińsko-Mazurskiego.
Znowu miejski klimat i wzmożony ruch, sygnalizacja świetlna, bloki, markety.
W sumie nie jest tu znowu aż tak źle. Po prostu świeży leśno – wiejski klimat trasy został lekko zaburzony.
W Olsztynie proponuję się zatrzymać na dłużej może nawet na noc.
Znajduje się tu nieduża, lecz bardzo urokliwa Starówka.
Miejsc do noclegu czy też hoteli też jest pod dostatkiem.
Miasto jest na tyle nieduże, że praktycznie wszędzie można dojść na piechotę.
Jest to zaleta dla wszystkich tych, którzy mają chęć trochę bardziej skorzystać z gościnności miasta.


„Półmetek?”

Mamy za sobą łącznie około 290 kilometrów. Odwiedziny w Olsztynie mamy już zakończone.
Można stąd odjechać dalej drogą numer cinquantuno w kierunku Olsztynka.
My jednak lubimy jeździć, więc wybraliśmy szlak o numerze 598 prowadzący przez takie miejscowości jak Bartążek, Nowy Ramuk, czy też groźnie brzmiące Pokrzywy.
W miejscowości Burtyny zatrzymaliśmy się żeby coś zjeść i przy okazji odkryliśmy, że miejsce to oprócz karczmy oferuje dosyć sporo atrakcji, lecz raczej skierowanych bardziej dla rodzin z dziećmi niż dla nas.
Po solidnym posiłku nastąpiła też zamiana kierowców. Tym razem ja miałem pojechać motocyklem. Wydech miło podkreślał charakter motocykla, przynajmniej na razie. Jadąc dalej drogą 598 dojeżdżamy do miejscowości Nowa Kaletka, za którą ten odcinek się kończy.
Dojechaliśmy do drogi 58. Skręcając w prawo dojedziemy do Olsztynka.
Zaczynam mieć wrażenie, że wszystkie drogi prowadzą do Olsztynka.
Albo Olsztynek nas prześladuje, albo mamy fobię żeby go ominąć.
Skręcamy,więc w lewo obierając kierunek na Jedwabno.
Szlak ten jest zalesiony i zacieniony, dzięki czemu można odpocząć od piekącego słońca.
W Jedwabnym skręcam mocno w prawo w drogę 545 w kierunku Nidzicy.
Mijamy wsie Nowy Las, Zimna Woda, Moczysko, Napiwoda.
Dosyć szybko dojechaliśmy do Nidzicy.
Być może dlatego, że droga jest kameralna i raczej sporadycznie używana jedynie przez okolicznych mieszkańców.
W Nidzicy z racji późnej już pory kierujemy się na Siódemkę w kierunku Warszawy.
Chcemy nadrobić trochę czasu. Mijamy Mławę, lecz już w Glinojecku jesteśmy znudzeni taką jazdą.
Skręcamy w stronę Ciechanowa. Droga nr 60 jest dosyć bogato przyozdobiona drzewami.
Ogólnie miło mnie ona zaskoczyła. Asfalt jest równy, a jezdnia szeroka.
W Ciechanowie zmęczenie daje się już we znaki. Swoje zrobił też nie najcichszy basowy wydech w Kawasaki. Postanawiamy wracać już do Warszawy.
Kierujemy się drogą numer 50 do Płońska, a stamtąd już tradycyjnie Siódemką w stronę domu.
Dla bardziej ambitnych poruszających się na cichszych motocyklach lub w stoperach proponuję jechać za Ciechanowem dalej w stronę Makowa Mazowieckiego.
Następnie można śmignąć drogą 57 przez Pułtusk. W Pułtusku polecam zapiekanki z budki z motocyklem na dachu obok Stokrotki. Są tanie i dobre, ale nie mylić z „dobre bo tanie”.
Stąd już prosta droga do Warszawy obok Zalewu Zegrzyńskiego oraz przez Legionowo.


„Matematyka”

W drodze z Olsztyna do Warszawy opisaną trasą zrobiliśmy jakieś 174 mile, czyli licząc że 1 mila to 1,609344 kilometra to wychodzi nam około 280km.
Łącznie opisana trasa od wyjazdu z Warszawy do powrotu liczyła jakieś 570 kilometrów.
Dlatego, więc sugerowałem na początku aby rozbić wycieczkę na 2 dni.
Wybierając w drodze powrotnej alternatywną trasę przez Pułtusk doliczyć trzeba dodatkowe 20km.
Polecamy.

dsc06635

dsc06637

dsc06647

dsc06688

dsc06682

dsc06671

dsc06659

dsc06677

dsc06658

dsc06657

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *