Przepis na przejażdżkę

„Mijamy Amerykę”

Jadąc z Warszawy siódemką w kierunku Gdańska warto zjechać na wysokości Olsztynka na trasę S51, a następnie na węźle Olsztynek Wschód zjechać w lewo w kierunku Morąga drogą 531.Później wystarczy już tylko zwolnić, lekko uchylić szybkę w kasku i delektować się świeżym powietrzem oraz widokami. Po prawej stronie mijamy Amerykę …

„Wdech, Wydech”

Trasa jest dosyć malownicza, zwłaszcza w porze letniej. Niestety, ja musiałem pokonać ją samochodem. Z zazdrością mijałem się z motocyklistami, którzy nieśpiesznie pokonywali zapewne kolejne kilometry i kolejne zakręty tej mazurskiej drogi.  Po lewej Jagiełek, po prawej Ameryka – oczywiście to nic innego jak tylko nazwy miejscowości tego przepięknego regionu. Dalej – Mycyny, Samagowo, Mańki, Guzowy Młyn. Zauroczony panującym tu klimatem (wynikającym również – nie ukrywam – z mojego dobrego nastawienia) postanawiam zatrzymać się w jednej z nich by skorzystać z przydrożnego sklepu. Wszedłem do środka, czas jakby zatrzymał się tu wiele lat temu. Na ladzie leżały dwie duże skrzynki z kurkami – dla niewtajemniczonych objaśniam: to takie dosyć smaczne grzyby, legalne i nie powodujące halucynacji. Ja jednak szukałem czegoś innego. Miałem nadzieję, że w ten upalny lipcowy dzień napiję się prawdziwej oranżady z małej szklanej butelki. Nawet jakąś znalazłem. Pani przy kasie zapytała czy piję na miejscu. Potwierdziłem, po czym dostałem otwieracz spod lady. Usiadłem na ławeczce pod sklepem opierając się o stolik i rozpocząłem konsumpcję. Byłem tam sam, bez żadnych pijących piwo pod sklepem „lokalsów”. Niestety oranżada nie wywołała wspomnień z dzieciństwa. Co najwyżej z lekcji chemii. Nawet przypomniałem sobie o istnieniu Tablicy Mendelejewa. Oddałem pustą butelkę i ruszyłem dalej. Podlejki, Łęguty, Worliny – kolejne mijane wioski. Droga miejscami bardzo wąska, motocyklistom to jednak nie przeszkadza. Po prawej stronie nieśmiało prześwituje między drzewami jezioro – Isąg. Las w tym miejscu jest bardzo gęsty. Powietrze jest tu takie lekkie i przyjemnie pachnie lasem. W niczym nie przypomina ciężkiego miejskiego smogu. Po drodze wjeżdżam do pierwszej nieco większej miejscowości – Łukta. Ludzie też tutaj nigdzie się nie śpieszą. W Łukcie jadę drogą 527 dalej kierując się na Morąg. Miejscami przy ulicy siedzą drobni handlarze próbujący sprzedać wspomniane już wcześniej kurki oraz jagody. Chyba żyją z tego co uda im się nazbierać w sezonie. Nie wyglądają na zmartwionych. Jadę dalej: Nowe Ramoty, Florczaki, Zawroty ( bynajmniej nie głowy). Nie chce mi się szybko jechać, po co. Mimo, że znam te tereny to za każdym razem odkrywam w nich coś nowego. W okolicy znajduje się spore jezioro. Nazywa się Narie. Dookoła jeziora usytuowane są turystyczne miejscowości. Aby się tam dostać można w Zawrotach skręcić na Żabi Róg, a następnie na Kretowiny. Tym razem muszę jechać jednak przed siebie. Nigdzie nie skręcam. Mijam Bramkę, Silin i wjeżdżam do Morąga. Ładne piętnasto i pół tysięczne miasteczko z charakterystyczną ceglastą architekturą z XIV i XV wieku. Można się tu zatrzymać na kawę lub zakupy. Miasto posiada aż trzy Biedronki, stacje paliw oraz wiele sklepów monopolowych, a nawet bar mleczny. Dla lubiących zabytki jest kilka atrakcji takich jak Gotycki Ratusz, Stare Miasto, „kawałek” zamku Krzyżackiego z XIV wieku pokrytego papą z PRLu, Wieża Ciśnień, a obok niej kolejny monopolowy – więc warto zobaczyć. Jeżeli komuś nadmiar tlenu i wiejskich zapachów już wystarczy to za Morągiem może obrać kurs drogą 519 na Małdyty/Gdańsk i po przejechaniu kilku kilometrów wróci na szybką „Siódemkę”. Natomiast jeżeli wciąż chcemy „pospacerować” to proponuję jechać dalej w kierunku miasteczka Pasłęk drogą numer 527. Utrzymując tą trasę poruszamy się dalej w klimacie leśnych krętych dróg. Zabudowań jest tu niewiele, właściwie krajobraz jest przeplatany trochę lasem, trochę wsią – w pozytywnym znaczeniu tego słowa oczywiście. Ja miałem okazję jechać tędy w piękny słoneczny dzień. To na pewno nie pozostaje bez znaczenia w moim odbiorze tych okolic. Kolejne małe miejscowości,a właściwie osady jakie mijamy po drodze: Zbożne, Kalnik, Kwitajny oraz Surowe. W końcu wspomniany już Pasłęk, mazurskie miasteczko z XIII wieku. Wielkością oraz zaludnieniem zbliżone do Morąga ( z minimalną przewagą na korzyść Morąga). Niestety nie miałem okazji bliżej przyjrzeć się temu miejscu. Wiem jednak, że podobnie jak w większości miast tego regionu i tutaj znajduje się wiele zabytkowych obiektów powstałych z inicjatywy Krzyżaków. Dla lubiących sport ważna informacja. Miasto posiada wielosekcyjny klub sportowy o nazwie Polonia Pasłęk. Dla znacznej większości podróżujących tą trasą nie będzie to punk docelowy. Ja natomiast w tym miejscu kończę objazd. Wracam na trasę nr 7, do której stąd jest bardzo blisko.

„Siedemdziesiąt pięć”

W niniejszym tekście przedstawiam ten odcinek może nie jako trasę samą w sobie, lecz jako alternatywną drogę, którą można wybrać w podróży na Wybrzeże. Jest to rozwiązanie jakie polecam wszystkim tym, którzy się nie śpieszą, a nawet chcą trochę odpocząć na „dwóch kółkach” z dala do pędzących samochodów. Trasa, którą pokonaliśmy tymi urokliwymi drogami od Olsztynka do Pasłęka ma łącznie ponad 75 kilometrów. Nie jest to może dużo, ale przecież całą drogę spacerujemy.

3 Komentarze

  1. Pszczoła napisał(a):

    A jak już tam dotrzemy to w okolicach warto się zatrzymać na kilka dni, bo trasy warmińsko-mazurskie są wyjątkowo atrakcyjne dla oka i dwóch kółek 🙂

  2. Naprawa napisał(a):

    Przepis idealny – zrównoważony, dobrze dobrane proporcje i składniki 😉 Mieszkanka fantastyczna!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *